Czy Twoje dziecko niesie Twój ból? O traumie pokoleniowej i odpowiedzialności za siebie

Cześć, kochani.
Nazywam się Sylwia Mazur, jestem holistyczną terapeutką i patrzę na człowieka jako całość – ciało, emocje, umysł, ducha i to, co niesiemy po naszych przodkach.

Moja droga zaczęła się wiele lat temu, gdy moje ciało bardzo poważnie zachorowało. Próbowałam różnych metod – osobno pracy z ciałem, osobno z umysłem, emocjami czy pokoleniami. I ciągle miałam poczucie, że coś się wyklucza, że czegoś brakuje. Dopiero kiedy przestałam dzielić siebie na kawałki i zaczęłam widzieć siebie w całości, krok po kroku wracałam do zdrowia.

Z tego doświadczenia narodziło się moje podejście: holistyczna terapia, w której nie wykluczamy żadnej części nas i żadnego doświadczenia.

I o tym właśnie jest ten tekst – o bólu, który nosimy, o bólu, który nie jest tylko nasz oraz o tym, co z nim robią nasze dzieci.

Zanim pójdziesz dalej: chwila T-fullness

Zanim wejdziemy w temat traumy pokoleniowej, zaproszę Cię do krótkiego zatrzymania – tego, co nazywam T-fullness.

Weź kubek herbaty, kawy, wody, soku – czegokolwiek, co masz pod ręką.
Na moment:

  • poczuj temperaturę kubka w dłoniach,
  • zauważ zapach napoju,
  • sprawdź, jak oddychasz – szybko, płytko, spokojnie?
  • zapytaj siebie:
    • Jak się dziś czuję?
    • Jak ma się moje ciało?
    • Jakie emocje są teraz we mnie?
    • O czym myślę?

Nie musisz z tym nic robić. Nic zmieniać. Tylko zauważ.
To jest pierwszy krok: nie uciekam od siebie.

Nasze myśli i emocje – nie wszystko jest „nasze”

Pracując ze sobą i z moimi klientami od prawie 12 lat widzę bardzo wyraźnie:
to, co uważamy za „moje”, bardzo często… nie jest tylko nasze.

  • nasze przekonania często pochodzą z domu rodzinnego,
  • nasze reakcje są echem dawnych wydarzeń,
  • nasze lęki i wstyd bywają zapisane w historii rodu, a nie w jednym „tu i teraz”.

Naukowo wiemy, że tylko niewielki procent naszych myśli to faktycznie nasze „oryginalne” konstrukcje. Reszta to zapożyczenia, identyfikacje, zapisy z dzieciństwa, pokoleń, kolektywu.

Kiedy tego nie kwestionujemy, zaczynamy traktować to jak swoją tożsamość:
„Taka jestem. Taki jestem. Już tak mam.”

A to, co niezakwestionowane, po prostu idzie dalej – w nasze relacje, decyzje, zdrowie. I w nasze dzieci.

Trauma, która podróżuje z pokolenia na pokolenie

O traumie pokoleniowej mówi się coraz więcej – i bardzo dobrze.
Nie jest to już „jakiś duchowy koncept”, ale zjawisko opisane przez epigenetykę i badaczy zajmujących się stresem, układem nerwowym i dziedziczeniem.

W praktyce oznacza to tyle, że:

  • ból, którego nie przeżyli nasi dziadkowie i rodzice,
  • żałoba, której nie było gdzie unieść,
  • lęk, który był za duży, by go poczuć,
  • złość, której nie wolno było wyrazić,

nie znika.
On szuka sobie miejsca. Często w kolejnym pokoleniu.

I widzę to niemal codziennie w pracy terapeutycznej.

Przykład z gabinetu: żałoba mamy, choroba dziecka

Jedna z wielu historii (w dużym uproszczeniu i pełnej anonimowości):

Mama mojego klienta straciła w przeszłości ukochanego partnera.
Ból był tak ogromny, że nigdy w pełni go nie przeżyła – nie było na to przestrzeni. Weszła w nowe małżeństwo, zaszła w ciążę, urodziła dziecko.

Na poziomie świadomym: „Idę dalej, układam sobie życie.”
Na poziomie ciała i układu nerwowego: niedokończona żałoba, tęsknota, brak pożegnania.

Jej syn – dziś dorosły mężczyzna – całe życie mierzy się z ciężką chorobą.
W trakcie terapii okazało się, że już w łonie mamy przyjął jej niewyrażony ból.

Nie chodzi o to, by kogoś obwiniać.
Chodzi o to, żeby zobaczyć mechanizm:

  • ból, którego dorosły nie może unieść,
  • często próbuje „przeżyć za niego” dziecko.

Co noszą w sobie nasze dzieci?

Dzieci czytają nas całym sobą. Nie tylko słyszą słowa.
One:

  • czują nasz lęk,
  • chłoną naszą złość,
  • widzą nasz wstyd,
  • rejestrują nasze napięcie, kontrolę, wybuchy emocjonalne,
  • odbierają to, czego nie mówimy, ale co w nas wrze.

I wtedy:

  • zaczynają się bać tego, czego my się boimy,
  • nie ufają temu, czemu my nie ufamy,
  • noszą emocje, które nie należą do ich historii, tylko do naszej.

Często słyszę od rodziców:
„Nie wiem, czemu on/ona tak reaguje, przecież ma dobre dzieciństwo.”

A kiedy zaczynamy się przyglądać, okazuje się, że dziecko:

  • reaguje tak, jak mama w środku,
  • odczuwa napięcia, których tata nie umie nazwać,
  • „odgrywa” czyjąś starą historię.

A co z naszym bólem? Kto go niesie?

Jeśli:

  • nosimy w sobie ból swojej mamy,
  • dźwigamy historię taty,
  • żyjemy w emocjach, które pochodzą z przeszłych pokoleń,

– to nasuwa się proste pytanie: a kto nosi nasz własny ból?

Najczęściej – nasze dzieci.

To, czego my nie przeżyliśmy,
to, czego my nie uzdrowiliśmy,
to, czego my nie wzięliśmy na siebie –

będzie próbowało „przebić się” przez ich życie, ich ciało, ich emocje.

Czy praca nad sobą pomaga również dorosłym dzieciom?

Tak.
Widzę to nieustannie:

  • kiedy pracuję ze sobą – zmienia się relacja z moją mamą,
  • kiedy uzdrawiam swoje kawałki – lżej oddycha moim bliskim,
  • kiedy moi klienci biorą odpowiedzialność za swój ból – ich dzieci (również dorosłe!) zaczynają podejmować inne decyzje, korzystać ze swoich zasobów, odklejać się od roli „nosiciela” rodzinnego cierpienia.

Nie trzeba być „idealnym rodzicem”, żeby to miało sens.
Nie trzeba „przerobić wszystkiego”.

Wystarczy zacząć:

  • wziąć odpowiedzialność za swój kawałek historii,
  • uznać: „To jest moje, nie mojego dziecka.”
  • zacząć uwalniać ból z ciała, układu nerwowego, pamięci komórkowej.

Mechanizmy obronne – kiedyś ratowały życie, dziś zatrzymują w miejscu

W dzieciństwie mechanizmy obronne były naszym ratunkiem.
Dzięki nim:

  • można było przetrwać emocjonalne zaniedbanie,
  • jakoś ustać w „zimnym rodzicielstwie”,
  • odnaleźć się w chaosie, przemocy, braku czułości.

Problem zaczyna się w dorosłości, kiedy:

  • te same mechanizmy, które kiedyś chroniły,
  • dziś odcinają nas od życia – od radości, bliskości, spełnienia,
  • nie pozwalają poczuć ani bólu, ani… dobra.

To dlatego czasem:

  • boimy się cieszyć,
  • trudno nam świętować sukces,
  • nie umiemy delektować się tym, co już jest dobre.

Bo żeby czuć dobre, trzeba również mieć gotowość, żeby poczuć trudne.

Czy czas leczy rany?

Często słyszymy:
„Czas leczy rany.”

Z mojego doświadczenia – nie zawsze.

Czas leczy rany, kiedy w międzyczasie:

  • opiekujemy się tym, co się w nas dzieje,
  • pozwalamy sobie poczuć to, co kiedyś było nie do uniesienia,
  • stopniowo poszerzamy pojemność na emocje i doświadczenia.

Ale jeśli przez lata:

  • uciekamy od bólu,
  • zagłuszamy go pracą, używkami, działaniem,
  • udajemy, że go nie ma –

to rana nie znika. Ona raczej zarasta wokół. A zapis zostaje – w nas, w naszym ciele, w naszych relacjach. I często w naszych dzieciach.

Największy prezent, jaki możesz dać swoim dzieciom

Po stracie mojej córeczki złożyłam sobie jedną bardzo ważną obietnicę:

„Zrobię tyle, ile będę mogła, by moje przyszłe dziecko nie musiało dźwigać mojego bólu.”

Nie jestem w stanie uchronić go przed wszystkimi trudnymi doświadczeniami – bo życie takie jest.
Ale mogę:

  • nie dokładać mu mojego nierozpoznanego cierpienia,
  • nie wciskać w jego system mojego nieskończonego żalu, lęku, wstydu,
  • wziąć odpowiedzialność za swoje traumy – biograficzne i pokoleniowe.

Dla mnie:

  • ważniejsza niż „super szkoła, super auto, super mieszkanie”
    jest wolność mojego dziecka od mojego bólu.

Bo mieszkanie i samochód może sobie kiedyś kupić.
Ale układu nerwowego od zera już sobie nie zbuduje.

Jak możesz zacząć?

Nie musisz od razu wchodzić w „największą traumę życia”.
Czasem to byłoby wręcz niebezpieczne, jeśli psychika i ciało nie są gotowe.

Możesz zacząć od małych kroków:

  1. Zatrzymanie – kilka razy dziennie zadaj sobie pytanie:
    „Jak ja się naprawdę mam?”
  2. Uznanie – zamiast uciekać, nazwij to, co jest:
    „Jest we mnie lęk. Jest we mnie napięcie. Jest we mnie smutek.”
  3. Decyzja„Nie chcę, by moje dziecko dźwigało to za mnie.”
  4. Wsparcie – skorzystaj z pracy terapeutycznej, ustawień systemowych, pracy z ciałem, Somatic Experiencing, The Work, EFT – tego, co z Tobą rezonuje.
  5. Cierpliwość – to proces. Nie „odhaczenie” problemu, ale stopniowe wracanie do siebie.

Jeśli czujesz, że to do Ciebie mówi…

Jeśli czytając ten tekst:

  • widzisz swoje dziecko,
  • czujesz, że nosisz nie tylko swój ból,
  • masz dość przerzucania ciężaru z pokolenia na pokolenie,

to chcę Ci powiedzieć:
nie musisz robić tego sama / sam.

Praca indywidualna

W mojej przestrzeni terapeutycznej pracuję m.in.:

  • z traumą biograficzną i pokoleniową,
  • z układem nerwowym (Somatic Experiencing, Emotional Aid),
  • z ustawieniami systemowymi (Hellinger, IOPT),
  • z umysłem i przekonaniami (The Work of Byron Katie, EFT).

Moim celem jest nie tylko ulga, ale realna zmiana jakości życia – Twojego i Twoich dzieci.

Kurs „Wzrastam w sobie”

Jeśli chcesz pracować w procesie grupowym, zapraszam Cię też do mojego kursu online „Wzrastam w sobie” – opartego na mojej autorskiej metodzie drzewo życia.

Przez 5 tygodni:

  • opiekujemy się ciałem, emocjami, umysłem,
  • zaglądamy do naszych korzeni – również pokoleniowych,
  • uczymy się wracać do siebie, do połączenia z życiem, do wewnętrznego oparcia.

Jeśli chcesz dołączyć, napisz do mnie wiadomość z hasłem „Wzrastam” (na Instagramie lub przez formularz na stronie), a wyślę Ci szczegóły.

Na koniec chcę Ci zostawić jedno zdanie:

Im więcej bólu uzdrowimy w sobie, tym mniej bólu będą musiały nieść nasze dzieci – i tym mniej bólu będzie na świecie.

Dbaj o siebie, kochana / kochany.
To naprawdę ma znaczenie – dla Ciebie, dla Twoich dzieci, dla całego rodu. 💛

#holiteatimezsylwią – posłuchaj:

https://www.instagram.com/reel/DP0cdeTCACX

Twoja holistyczna przestrzeń. Doświadcz siebie.

Przygotowałam dla Ciebie miejsce, w którym znajdziesz kursy, ebooki i praktyki wspierające ciało, umysł i duszę. To przestrzeń, w której możesz uczyć się we własnym tempie i wracać zawsze wtedy, gdy tego potrzebujesz.

Twój czas, Twoja przestrzeń

Jeśli czujesz, że potrzebujesz zatrzymać się, odetchnąć i posłuchać siebie – indywidualna sesja jest właśnie dla Ciebie. Zadbaj o siebie już teraz.